czwartek, 27 lutego 2014

Nowa zakładka

Jak widzicie dodałam nową zakładkę żebyście nie musieli szukać rozdziału po całym blogu.Druga sprawa - powtarza się ta sama sytuacja.. 4 komentarze.. Załamałam się...

środa, 26 lutego 2014

30 000 wyświetleń

Ooo.. Tak sobie patrzę i co widzę ? Ile ?! 30 000 !! Jesteście niesamowici *o* Przydałaby się jeszcze jakaś nominacja do LBA czy innych tego typu i byłoby idealnie :3 Jeszcze raz bardzo wam dziękuję , to dla mnie ogromnie ważne.


Rozdział 67 - There is nothing like cucumbers at 2 am

Oderwałam się od blondyna patrząc mu w oczy.
- Może napiszemy piosenkę ? Przez to całe zamieszanie dawno nie miałeś koncertu - powiedziałam.
- No.. W sumie masz rację , chodźmy - powiedział i pociągnął mnie za rękę.
Wróciliśmy do pałacu.Poszliśmy na górę.Zaprowadziłam blondyna do tak zwanej "sali muzycznej" gdzie są wszystkie instrumenty.Weszliśmy do ogromnej sali.
- Wow.. - powiedział chłopak rozglądając się po pomieszczeniu.
Uśmiechnęłam się i usiadłam przy pianinie.
- Masz jakiś pomysł ? - zapytał blondyn siadając obok mnie.
- Mhm - odparłam i zaczęłam grać - I do not know when it happened, but I fell in love. You are someone special, I need you. ( PL -  Nie wiem kiedy to się stało , ale zakochałam się. Jesteś kimś wyjątkowym , potrzebuję cię.)
- Ładne - powiedział przysuwając się do mnie - ale to raczej piosenka dla dziewczyny.
- Wiem , ta jest dla mnie - uśmiechnęłam się przewracając kartkę w zeszycie - Mam jeszcze jedną - dodałam.
Znów zaczęłam grać.
- Melodia jest okej , mam pomysł na słowa - powiedział po wysłuchaniu melodii.
Skinęłam głową.Austin zaczął grać.
- You're different than everyone else , unique , orginal . I do not like all quite different. I do not know what attracted me to you , but surely you have a certain something . I love you , always and forever . I want you and I need every second of my life. I want you and I need - you're my princess , I'll always be with you. By the end of my days ...

It is something that I love you . This is a unique force that attracts me to you . However, it may happen that I'm gone . What then? Can you handle ? You are my whole world , every time I see you my heart goes crazy , connects us to something special. Others do not have a chance with you where I found you ?I know and I'm sorry that it happened. Apparently it had to be . I'm leaving today , I know it hurts , but it needs to be. I love you always and forever , but this time of separation . It hurts , hurts , suffering from all of us . I do not know why it happened , someone to blame , everything went wrong . Why did this happen ? Why us?
So many questions and so few answers. I close my eyes and grateful to you . It always has been and always will be . Terribly love you and nothing can change that. I know I hurt you , but it no longer can be. I'll miss you so terribly lacking ... But apparently it needs to be - none of us do not have influence on it ... Sorry ...
(PL - Jesteś inna niż wszyscy , wyjątkowa , orginalna. Nie taka jak wszyscy , zupełnie inna. Nie wiem co mnie w tobie pociąga , ale na pewno masz w sobie to coś. Kocham Cię , zawsze i na zawsze. Pragnę cię i potrzebuję w każdej sekundzie mojego życia. Pragnę cię i potrzebuję - jesteś moją księżniczką , zawsze będę przy tobie. Do końca moich dni...

Jest w tobie coś co kocham. To wyjątkowa siła która mnie do ciebie przyciąga. Jednak może się zdarzyć , że mnie zabraknie. Co wtedy ? Czy sobie poradzisz ? Jesteś całym moim światem , za każdym razem gdy cię widzę moje serce wariuje , łączy nas coś wyjątkowego. Inne nie mają przy tobie szans , gdzie ja cię znalazłem ?

Wiem i przepraszam że tak wyszło. Widocznie tak musiało być. Odchodzę dziś , wiem że to boli , ale tak musi być. Kocham cię zawsze i na zawsze , ale to czas rozstania. Boli , rani , cierpi każdy z nas. Nie wiem dlaczego tak się stało , ktoś zawinił , wszystko się zepsuło. Dlaczego tak się stało ? Dlaczego my ?

Tyle pytań a tak mało odpowiedzi. Zamykam oczy i wdzię ciebie. Zawsze tak było i zawsze tak będzie. Strasznie cię kocham i nic tego nie zmieni. Wiem że cię ranię , ale tak dłużej nie może być. Będzie mi ciebie brakować , tak strasznie brakować...Ale widocznie tak musi być - żadne z nas nie ma na to wpływu... Niestety... - piosenka napisana przeze mnie , kopiowanie zabronione (tak , bronię moich praw autorskich :D))
- A.. Austin , to jest piękne.. - szepnęłam czując łzy w oczach.
- Uczyłem się od mistrzyni - powiedział patrząc mi w oczy.
Uśmiechnęłam się.Austin wstał i podał mi rękę.Chwyciłam ją.Blondyn przyciągnął mnie do siebie mocno mnie obejmując , jak jeszcze nigdy.Przylgnęłam do niego kładąc głowę na jego klatce piersiowej.Nie wiem ile tak staliśmy , ile w ogóle można się przytulać.Ale było to bardzo przyjemne , zarówno dla mnie jak i dla chłopaka.Nagle Austin zrobił krok do przodu popychając mnie lekko w stronę pianina.Jeden krok więcej i już byłam oparta o instrument.Blondyn lekko rozluźnił uścisk i podniósł głowę.Uczyniłam to samo.Nasze twarze dzieliły milimetry.
- You're different than everyone else , unique , orginal.I want you and I need every second of my life - chłopak dotknął nosem mojego policzka - I want you...
Poczułam jego ciepły oddech na mojej twarzy.Ta chwila była wyjątkowa.
- Zamykam oczy i widzę ciebie.. - szepnął i zamknął oczy.
Już po chwili czułam jak czule mnie całuje.. To nie był nasz pierwszy pocałunek a jednak poczułam jak dreszcze przebiegają po moim ciele.Z przyjemnością odwzajemniłam pocałunek który z każdą chwilą stawał się bardziej namiętny.Po dłuższej chwili podczas której nie odrywaliśmy się od siebie Austin wziął mnie na ręce i wrócił do naszego pokoju.Kiedy byliśmy na miejscu postawił mnie na ziemi i delikatnie mnie pocałował.Ponownie odwzajemniłam gest.Zaczęłam się cofać po czym delikatnie położyłam się na łóżku.Blondyn nachylił się nade mną i namiętnie mnie pocałował.Odwzajemniłam gest.

* 2 dni później , około 2 w nocy *

- Austin , Austin - szepnęłam delikatnie szarpiąc chłopaka za rękę.
- Co ? - mruknął.
- Kochasz mnie ? - zapytałam.
- Przecież znasz odpowiedź.Koniecznie musisz mnie budzić w nocy żeby się tego dowiedzieć ? - odparł.
- No więc jeśli mnie kochasz to weź mi przynieś ogórki - powiedziałam błagalnie.
- Jesteś uzależniona.. - mruknął.
- No wiem , wiem.. Proszę.. - szepnęłam.
Chłopak westchnął i wstał.
- Musisz jeść ogórki o 2 w nocy ? - zapytał jeszcze wychodząc z pokoju.
Nie odpowiedziałam.Po chwili blondyn wrócił , podał mi słoik i poszedł spać.Zaczęłam się zajadać moją ulubioną przekąską.
- Allyś , nie ciamkaj.. - westchnął Austin.
Zaśmiałam się odkładając słoik na szafkę nocną i położyłam się.Zastanawiam się co mnie tak napadło z tymi ogórkami.. No ale w dzieciństwie często tak miałam - budziłam się w nocy i leciałam do kuchni po lody albo pomarańczę.Takie tam moje małe dziwactwo...

-----------------------------------------------------------------------
YAY , napisałam *-* Cieszę się , bo jestem chora i cały czas kaszlę i leci mi z nosa , więc dla mnie to sukces.Jest jeszcze jedna sprawa a mianowicie akcja ze wstążkami.Już wyjaśniam.Może nie wiecie , ale większość fandomów nosi wstążki w wybranym kolorze.Beliberki na przykład noszą fioletowe wstążki.I wyszła propozycja aby wszyscy w R5Family też nosili wstążki.Było wiele sporów co do kolorów.Wyszła propozycja aby wstążki były 2 w kolorach czarny i różowy.Ja do akcji dołączę i chciałam przekazać wam tę wiadomość.Noście wstążki , może jakiś R5er rozpozna was na ulicy ;-) No to chyba tyle - pa miśki ;**

niedziela, 23 lutego 2014

Rozdział 66 - Will they finally give us a break ?

Z rozmarzeniem patrzyłam w oczy blondyna.O takiej chwili zawsze marzyłam.Mam nadzieję , że już nic nie zburzy naszego szczęścia...

*tydzień później*

Jestem zmęczona i przytłoczona.Dziennikarzami.Stoją pod pałacem , wszędzie za mną chodzą.Dziś jak co dzień poszłam do szpitala.Ubrałam zwiewną sukienkę i wyszłam z pałacu.Od razu przy bramie dopadli mnie fotoreporterzy.Zaczęli krzyczeć.
- Przestańcie ! - krzyknęłam.
Szybko pobiegłam w stronę limuzyny czekającej przy pałacu.Oparłam głowę o siedzenie i głęboko westchnęłam.
- Nie dają spokoju ? - zapytał mój kierowca.
Pokiwałam twierdząco głową.
- Chyba niedługo napiszą książkę o tej sytuacji w lesie... - powiedziałam gorzko.
Chwilę siedzieliśmy w ciszy.
- Niech pan jedzie - powiedziałam kiedy trochę odetchnęłam.
Mężczyzna skinął głową i ruszył.Powoli dojechaliśmy do szpitala.Wzięłam torebkę i wysiadłam z pojazdu.Od razu po wyjściu z limuzyny zaczęły się pytania od dziennikarzy.Zatrzymałam się i głęboko westchnęłam.
- Dajcie mi w końcu spokój ! Dajcie spokój mi i Austinowi ! To zaczyna być chore.. - powiedziałam przedzierając się przez tłum.
W końcu dotarłam do drzwi budynku.Zamknęłam je i udałam się do sali blondyna.
- Hej - powiedziałam wchodząc do małego pomieszczenia.
- Cześć - odparł blondyn - dzisiaj dostanę wypis - dodał radośnie.
- Super.. - odparłam cicho siadając na krześle obok jego łóżka.
- Coś się stało ? - zapytał.
Widocznie wyczuł inny ton mojego głosu.
- Dziennikarze nie dają mi spokoju.. - mruknęłam.
- Wiesz , mnie też powoli męczą - odparł.
Naszą rozmowę przerwał lekarz wchodzący do sali.
- Panie Moon , mam dla pana wypis - powiedział podając Austinowi kartkę - niech pan podpisze.
Blondyn złożył na papierze swój podpis i oddał kartę lekarzowi.Ten wyszedł.
- Pomożesz mi się spakować ? - zapytał blondyn siadając na łóżku.
Skinęłam głową.Wzięłam jedną z toreb stojących obok szafy.
- Poczekaj - złapał mnie za rękę.
Wyjął z szuflady małe pudełeczko.
- Wszystkiego najlepszego - powiedział promiennie się uśmiechając.
- Pamiętałeś - szepnęłam.
Blondyn podał mi pudełeczko.Delikatnie je otworzyłam a moim oczom ukazał się piękny pierścionek.
- Śliczny - powiedziałam zachwycona.
Austin wyjął go z pudełeczka i wsunął mi go na palec.Brylant pięknie mienił się w świetle słońca.
- Dziękuję - powiedziałam przytulając się do chłopaka.
Austin przyciągnął mnie do siebie.Oderwałam się od niego.Patrzyliśmy sobie w oczy powoli się do siebie zbliżając.Nasze wargi delikatnie się złączyły.Oderwaliśmy się od siebie.
- Pakuj się i wracajmy do domu - powiedziałam kładąc torbę na łóżku.
Szybko spakowaliśmy wszystkie rzeczy blondyna.Chłopak poszedł się przebrać i już po chwili wychodziliśmy ze szpitala.Austin popchnął drzwi i wyszliśmy.
- Wracacie do pałacu ?
- Austin jest już zdrowy ?
- Czy to prawda , że Allyson ma dzisiaj urodziny ? - usłyszeliśmy od razu.
Austin wziął mnie za rękę i szybko ruszył w stronę limuzyny.Weszliśmy do pojazdu.Oparłam głowę o ramię blondyna.
- Mam dość... - westchnęłam.
- Ja też Allyś... - odparł obejmując mnie.
W ciszy dojechaliśmy do pałacu...

*tydzień później*

Czekałam na Austina który z rana wyszedł do sklepu.Nagle drzwi się otworzyły a do pokoju wszedł blondyn ze stosem gazet w rękach.
- Co to jest ? - zapytałam zdziwiona.
- Austin i Ally uciekają przestępcą , Czy zgniją w więzieniu ? , Czułe pocałunki królewskiej pary , Co robią w sypialni w południe ? , Czy planują dziecko ? - wymieniał tytuły przerzucając gazety.
- Mnie też to denerwuje , ale nic na to nie poradzimy - odparłam.
- Mam już tego dosyć ! - krzyknął wstając po czym wyszedł trzaskając drzwiami.
Byłam zdziwiona jego zachowaniem.Obwinia mnie o dziennikarzy ? A co ja mam z tym wspólnego ? Nie rozumiem.Westchnęłam i wyszłam z pokoju.Zeszłam na dół i udałam się do ogrodu.Przechadzałam się wśród kwitnących kwiatów rozkoszując się zapachami.Przy fontannie zauważyłam Austina więc ruszyłam w tamtym kierunku.Usiadłam obok niego patrząc w dal.
- Przepraszam... - usłyszałam nagle.
Spojrzałam na blondyna który się we mnie wpatrywał po czym znów odwróciłam wzrok.
- No.. Nie tak miało być.. Wkurzyłem się.. Zrozum... - mówił cicho.
- A skąd mam pewność że nie zawsze tak będzie ? Przy każdej takiej sytuacji będziesz się tak denerwował ? - odparłam spokojnie nadal nie patrząc na Austina.
- Będę się denerwował i nic na to nie poradzę - odparł.
- No właśnie... - powiedziałam cicho i wstałam.
- Ale nie aż tak... - szepnął łapiąc mnie za rękę.
Odwróciłam się w jego stronę.Chłopak wstał.
- Dopiero cię znalazłam , nie chcę się od razu kłócić - powiedziałam patrząc mu w oczy - ale więcej mnie już nie denerwuj - dodałam z uśmiechem.
Blondyn odwzajemnił gest.Przytuliłam się do niego.Kocham go , naprawdę bardzo go kocham.

-----------------------------------------------------------------------------------------------
Napisałam pomimo , że nie było 10 komentarzy... Co się dzieje ? Kiedyś pod rozdziałem lekko było dziesięć.Potem pod każdym rozdziałem było 13-15 , raz nawet 27 ! A teraz 8 ;_; Czemu nie komentujecie ? Rozdział w sumie krótki , ale mam nadzieję że się podoba.Zaraz dodaję ankietę - Jeśli Ally będzie w ciąży to ma być : dziewczynka czy chłopczyk ? Zapraszam do głosowania :3
Wasza Lili.

piątek, 21 lutego 2014

Rozdział 65 - True love always finds a way

- No to co ? Zabawimy się ? - powiedział podchodząc do mnie.
Zaczęłam się cofać.W kocu plecami dotknęłam drzewa.
- Nie uciekaj - powiedział chamsko się uśmiechając.
Zaczęłam szybciej oddychać.Brunet zbliżył się do mnie jeszcze bardziej.
- Po co chcesz mnie zgwałcić ? - zapytałam przerażona.
- A tak dla zabawy.A i dla ciebie ostatnie momenty przed śmiercią mogą być przyjemnie - odparł.
Przymknęłam oczy czując na sobie jego ręce.Dotknął mnie w talii i powoli podnosił ręce wyżej.
- Zostaw.. - powiedziałam cicho czując że jego ręce pną się w górę.
Harry nie odpowiedział.Cały czas mnie macał.
- Zostaw , rozumiesz ?! - krzyknęłam próbując się wyrwać.
- Przesadziłaś - warknął i zaczął rozrywać mi bluzkę.
- Zostaw mnie ! - krzyknęłam.
Popchałam go.Mocno.Bardzo mocno.Nie wiedziałam że mam w sobie tyle siły.Chłopak uderzył głową w drzewo i chyba zemdlał.Podeszłam do niego - miałam rację , zemdlał.Postanowiłam znaleźć Austina.
- Dobra Ally , myśl... - powiedziałam sama do siebie.
Gdzie on mógł być.. Byłam pewna , że nie jest już w tej chatce.Nie wiem skąd , ale po prostu to wiedziałam.Kobieca intuicja.Czułam , że jest niedaleko.Zaczęłam się rozglądać , jednak nigdzie do nie widziałam.Byłam roztrzęsiona.Westchnęłam.
- Dobra , uspokój się... - powiedziałam głęboko oddychając.
Powoli szłam lasem dokładnie się rozglądając.Nagle zauważyłam jakąś osobę przywiązaną do drzewa.Pobiegłam w tamtym kierunku.Do drzewa przywiązany był Austin.. Nie wiem czy zemdlał , czy nie żył ale miał zamknięte oczy.. Najpierw więc postanowiłam sprawdzić , czy żyje.
- Austin , Austin - delikatnie szturchnęłam go w ramię.
Blondyn przez chwilę nie reagował.Przestraszyłam się.
- Austin - powtórzyłam głośniej ponownie delikatnie go szturachając.
Chłopak powoli otworzył oczy.Uśmiechnęłam się do niego i odwiązałam linę.
- Tęskniłam za tobą - powiedziałam przytulając się do niego.
- Ja za tobą też - odparł czule mnie obejmując.
- Austin.. Muszę ci coś pokazać - powiedziałam cicho siadając obok niego na trawie.
- Ale powinniśmy iść , oni mogą nas znaleźć - odparł.
- To nie zajmie długo - odparłam wyjmując komórkę.
Kliknęłam na wiadomość rzekomo wysłaną od Austina.
- To od ciebie ? - zapytałam podając mu telefon.
Austin wziął ode mnie urządzenie i uważnie wpatrywał się w ekran.
- Naprawdę sądzisz , że ja to napisałem ? - zapytał patrząc mi w oczy.
Jej , czy on czyta mi w myślach ?
- Na początku tak - odparłam zgodnie z prawdą.
- Ally - zaczął oddając mi komórkę - Kocham Cię.I zawsze tak będzie.Niezależnie od tego co by się stało.Pamiętaj - powiedział poważnie.
- A co miałoby się stać ? - dopytywałam.
Nagle usłyszeliśmy trzask gałęzi.
- Nie ma czasu.Musimy iść - powiedział próbując wstać.
Jednak nie udało mu się to.Oparł się o drzewo.Dopiero teraz zauważyłam jak poważne są jego obrażenia.
- Dasz radę iść ? - zapytałam poważnie.
- Tak.Po prostu dawno nie stałem na własnych nogach - uśmiechnął się blado.
Zaczęliśmy biec przed siebie.Nagle Austin się zatrzymał.
- Co się stało ? - zapytałam.
- Dlaczego masz podartą bluzkę ? - zapytał patrząc na mnie zdziwiony.
- Ech.. Harry próbował mnie zgwałcić - odparłam.
- Ale nic ci nie zrobił ? - zapytał z nadzieją.
- Nie - odparłam delikatnie się uśmiechając.
Blondyn odwzajemnił gest.Ruszyliśmy dalej.W pewnym momencie Austin potknął się i wleciał w krzaki.
- Nic ci nie jest ? - zapytałam podając mu rękę.
- Nie - odparł.
Nagle na jego twarzy pojawił się ból.
- Możesz iść ? - zapytałam patrząc na niego niepewnie.
- Taak.. - powiedział cicho.
A więc poszliśmy dalej.Jednak Austin kulał.
- Pokaż mi tę nogę - powiedziałam odwracając się do niego.
- Nie trzeba... - zaczął ale mu przerwałam.
- Pokaż - powiedziałam tonem nie znoszącym sprzeciwu.
Westchnął siadając na dużym kamieniu.Podwinął nogawkę spodni.Moim oczom ukazała się duża rana.Nie miałam pojęcia , czym ją opatrzyć.Nie miałam tu nic - bandaża , plastra , wody utlenionej.Nic.Kompletnie nic.
- Poczekaj tu , muszę poszukać jakiegoś opatrunku - powiedziałam rozglądając się.
- Nie puszczę cię nigdzie samej - odparł dziarsko i wstał.
- Jak dziecko... - westchnęłam pomagając mu iść.
Nagle usłyszeliśmy jakieś szmery.Z przestrachem spojrzeliśmy sobie w oczy.
- Nic ci nie jest ? - usłyszeliśmy cichy głos z oddali.
- Laura znalazła Harrego - szepnęłam do Austina.
- Musimy iść szybciej - powiedział na moje słowa.
- Dasz radę ? - odparłam patrząc mu w oczy.
- Tak  odparł pewnie.
Przyspieszyliśmy kroku.Nagle zauważyłam drewnianą chatkę.
- Austin , już niedaleko.Tam jest jakiś domek - powiedziałam do blondyna który już ledwo szedł.
Chłopak skinął głową.Po kilku minutach doszliśmy do chatki.Zapukałam do drzwi.Otworzył mi starszy mężczyzna.
- Czy może nam pan pomóc ? - zapytałam
- Czy pani to księżniczka Allyson ? - zapytał lekko zdziwiony.
- Tak.Znalazłam Austina , niestety jest poraniony - odparłam.
- Proszę , proszę.Zraz zadzwonię po pogotowie - odparł gestem ręki zapraszając nas do środka.
Weszliśmy do chatki i usiedliśmy na małej kanapie.
- Czy mógłby pan dać mi jakiś opatrunek ? - zapytałam mężczyznę.
- Naturalnie - odparł wyjmując z szafki wodę utlenioną , watę i elastyczny bandaż.
Podziękowałam i podeszłam do Austina.Polałam mu ranę wodą utlenioną.
- Piecze ? - zapytałam podnosząc głowę.
- Strasznie - odparł zaciskając pięść.
Opatrzyłam ranę.
- Masz jeszcze jakieś obrażenia ? Coś cie boli ? - zapytałam troskliwie.
- Wszystko mnie boli - odparł.
- Może pan zadzwonić na pogotowie ? - zapytałam drwala.
- Już zadzwoniłem , karetka za chwilę przyjedzie - odparł.
- Dziękuję - powiedziałam siadając obok blondyna.
- A tobie nic nie jest ? - zapytał.
- Nie.. - powiedziałam choć tak naprawdę strasznie bolała mnie ręka.
- Allyś , przecież widzę - powiedział słodko.
- No dobra , dobra.Zaraz zresztą przyjedzie karetka.A co oni ci robili ? - odparłam.
- Nie chcę o tym mówić - powiedział odwracając głowę.
Nic już nie mówiłam.Nagle usłyszeliśmy syrenę karetki.
- Chodź - powiedziałam podając blondynowi rękę.
Wyszliśmy z chatki.Z karetki wybiegli ratownicy.
- Kto ma większe obrażenia ? - zapytał ratownik.
- Austin - odparłam od razu.
- Dobrze.Wózek - zawołał do swoich kolegów - Pan na wózek , pani pójdzie za mną - powiedział.
Skinęłam głową i podążyłam za mężczyzną.Zaprowadził mnie do karetki i wskazał , abym usiadła na krześle.
- Co pani jest ? - zapytał ratownik stając przede mną.
- Boli mnie ręka.Poza tym to chyba nic - odparłam.
- Pokaż - powiedział mężczyzna.
Podwinęłam rękaw bluzki i moim oczom ukazała się duża rana na przedramieniu.
- Siostro , zajmij się panią - powiedział do pielęgniarki stojącej obok niego.
Kobieta skinęła głową i podeszła do mnie.
- No , pokaż tą rękę - powiedziała.
Opatrzyła mi ranę.Po 5 minutach dojechaliśmy do szpitala.
- Czy ja muszę zostać na jakiejś obserwacji ? - zapytałam pielęgniarki.
- Nie , myślę że nie - odparła zapisując coś.
Wysiadłam z karetki i weszłam do szpitala.Usiadłam w poczekalni.Nagle do budynku wpadła zgraja dziennikarzy.
- Co z Austinem ?
- Jak go znalazłaś ?
- Jak się czujesz ?
Zasypywali mnie pytaniami.
- Czuję się dobrze.Znalazłam Austina w lesie.Na więcej pytań nie odpowiem - powiedziałam idąc w stronę recepcji.
- Przepraszam , w które sali leży Austin Moon ? - zapytałam.
- Sala 145 - odparła kobieta.
- Dziękuję - powiedziałam kierując się do odpowiedniej sali.
Nacisnęłam klamkę i pchnęłam drzwi.
- Ally - powiedział Austin od razu mnie zauważając - chodź - dodał.
Uśmiechnęłam się i weszłam do sali.
- Jak się czujesz ? - zapytałam patrząc mu w oczy.
- Już lepiej - odpowiedział.
Nagle do sali wpadła.. Elżbieta.Z aparatem na szyji i mokrymi oczami.
- O matko ! Takiej miłości to ja jeszcze nie widziałam ! - krzyknęła robiąc zdjęcia.
Zaśmialiśmy się patrząc sobie w oczy.Wreszcie Cię znalazłam pomyślałam szczęśliwa.

------------------------------------------------------------------------------------------
No i jest happy endzik na koniec ! Rozpisywać się nie będę.Niezpozorna - mam nadzieję że podoba ci się moja skromna interpretacja twojego wspaniałego pomysłu :) No to tyle - rozdział myślę niedługo :D Papatki ;**
10 KOMENTARZY = NEXT

Poprawka xD

Ok.A więc to jest poprawka poprzedniego wpisu :D Przejdźmy do rzeczy.
A więc.. *werble* rozdział będzie dzisiaj ! *okrzyki radości , klaskanie*. Dlaczego ? Otóż oto 2 powody :
1. Nudzi mi się , mam dużo czasu , mam pomysł - więc piszę :D
2. Doczekałam się tego wyczekanego komentarza ! YAY :D Tak , o ciebie chodzi xD
A więc to chyba tyle.No bo co jeszcze ? Jakieś pytania macie , czy cuś ? Chcecie to pytajcie bo jak wspomniałam ogarnęła mnie feriowa nuda :D No więc to miała być krótka poprawka a wyszło troszkę dłużej , no to się żegnam i czekajcie na rozdział ;D

Trochę późno , ale jest :D

Otóż zapraszam was do mojego bloga , prowadzonego z.. my BFFe Caro Lynch ! Link :


Klik , klik :D

PS Co do rozdziału - szczerze , jeszcze nie zaczęłam xD Ale myślę że rozdział będzie się pisało przyjemnie , dlatego powinien się pojawić dzisiaj lub jutro.Czekam jeszcze na komentarz od pewnej osóbki... Wczoraj oglądałam świetny film i bardzo mnie zainspirował ! Czeka was w najbliższych rozdziałach sporo niespodzianek :D Ale jak niespodzianka , to niespodzianka - więcej nie zdradzam , a że się rozpisałam to już spadam.Pa ;*

czwartek, 20 lutego 2014

Rozdział 64 - Memories hurts the most...

 pogrubiona kursywa - wspomnienie
---------------------------------------------------------------------------------------
Wpatrywałam się w wiadomość pozwalając łzom swobodnie spływać z moich oczu.Byłam wściekła a jednocześnie smutna.Bardzo smutna.Dlaczego ja ? Tak strasznie mnie oszukał... Spojrzałam jeszcze raz na wiadomość.Coś nie dawało mi spokoju...
- Pamiętaj , na końcu wiadomości ode mnie zawsze będzie serduszko , niezależnie od treści.Tylko dla ciebie - powiedział blondyn czule się we mnie wpatrując.
Tak , to wspomnienie tkwiło w mojej głowie.Skoro to nie jest wiadomość od Austina , to od kogo ? Nic już z tego nie rozumiem...
- Nie cierpię emotnikonek - powiedział brunet czytając wiadomość.
- Dlaczego ? Ja je uwielbiam - odparłam zdziwiona.
- Moim zdaniem są głupie i zupełnie bez sensu - odparł kasując wiadomość.
W tej wiadomości nie ma nic.Nie ma buźki , serduszka , nic.Zupełnie nic.
- Zaraz , zaraz... - powiedziałam sama do siebie.
Ta wiadomość jest pusta , nie ma w niej emocji.Austin nie potrafi tak pisać , nigdy nie potrafił... Jest romantykiem , marzycielem.Jego wiadomości zawsze coś wyrażając.Ból , smutek , radość albo złość.I nigdy nie pisze krótko ani rzeczowo.Zawsze stara się wszystko spokojnie wyjaśnić , aby nie zranić drugiej osoby.To nie jest wiadomość od Austina.Na pewno... Dobrze wiem , od kogo ona jest.Po długich rozmyśleniach doszłam do jednego wniosku - tę wiadomość napisał Harry.. Muszę znaleźć Austina , muszę.Szybko zbiegłam na dół.Szukałam jakiejkolwiek osoby która mogłaby mi pomóc.Ale.. Przecież nie wiedziałam dokąd iść.. Zaraz... Austin zaginął w lesie.. Więc może nadal tam jest ? Rozglądałam się po pałacu.Nagle zauważyłam kierowcę - mojego wybawcę.
- Przepraszam - delikatnie dotknęłam go za rękę.
Mężczyzna odwrócił się w moją stronę.
- Tak ? - zapytał.
- Czy mógłby mi pan pomóc ? - zapytałam z nadzieją.
- Oczywiście , co mogę dla ciebie zrobić ? - odparł.
- Bo.. Ja chyba już wiem gdzie jest Austin.Chciałabym , aby poszedł pan ze mną do lasu - odpowiedziałam.
- Dobrze , ale straż przeszukiwała już las - odparł zakładając marynarkę.
- Wiem , ale chciałabym to jeszcze raz sprawdzić - odparłam ubierając buty.
- Dobrze - powiedział otwierając mi drzwi.
Wszyliśmy z pałacu i udaliśmy się do lasu.Weszliśmy do niego.Przemierzając ciemne , leśne alejki nagle coś dostrzegłam.
- Niech pan tutaj poczeka - powiedziałam a sama ruszyłam w stronę niewielkiej , drewnianej chatki ukrytej za drzewami.
Po cichu biegłam w stronę domku.Stanęłam przy ścianie obok okna i zaczęłam nasłuchiwać.
- Słuchaj , nie wiem ile czasu damy radę to ciągnąć.Ta dziewczyna jest naprawdę załamana - usłyszałam głos Harrego , co bardzo mnie zdziwiło.
- Przestań.Jeszcze chwilę i zostaniesz jej mężem.Sam mówiłeś że się do siebie zbliżacie.Gdy już się pobierzecie , wypuścimy go.Oczywiście wcześniej mu powiemy , że jak będzie chciał wrócić do tej całej Ally to coś się jej stanie - odparła kobieta.
Znałam ten głos.No tak , przecież należał do Laury ! Byłam zszokowana.
- To może damy mu coś do jedzenia ? - zaproponował chłopak.
- Robaki wystarczą - odparła kobieta.
Tego już nie wytrzymałam.Z wściekłością wbiegłam do domku.Natychmiast poczułam na sobie zdziwione spojrzenie Harrego i Laury.Jednak ja swój wzrok skupiłam na Austinie.Leżał pod ścianą , związany , pobity i poraniony.
- Austin ! - krzyknęłam i chciałam podbiec do blondyna.
Jednak nagle dostałam czymś w głowę.Przed oczami ujrzałam gwiazdy i osunęłam się na ziemię...
- Nigdy Cię nie zostawię.Zawsze będziemy razem - powiedział delikatnie się uśmiechając.
 ------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
- Zaufaj mi - odparł poważnie patrząc mi w oczy.
---------------------------------------------------------------
- Kocham Cię - wypowiedzieliśmy jednocześnie.
Te wspomnienia i wiele innych wirowały w mojej głowie.Nagle się ocknęłam.Otworzyłam oczy.Zauważyłam , że leżę w bagażniku terenówki.Bagażnik był otwarty.Byłam nad rzeką , a obok samochodu stał Harry.W ręce trzymał pistolet... Chciałam wybiec z samochodu , ale byłam związana.Na szczęście miałam wolne ręce.Po cichu rozwiązałam więzy i wyszłam z samochodu.Nagle usłyszałam trzask.
- Głupia gałąź - pomyślałam wściekła.
Chłopak odwrócił się w moją stronę.Zaczęłam uciekać , ale Harry szybko mnie dognił.Złapał mnie za ręce i próbował zaciągnąć w stronę samochodu.
- Puszczaj ! Zostaw ! - krzyczałam.
- Przestań się szarpać ! - warknął.
- Nigdy ! - krzyknęłam nagle czując w sobie ogromną siłę.
Zaczęłam się szarpać jeszcze mocniej.
- Przestań w końcu ! - warknął Harry i puścił mnie jedną ręką.
Pewnie przez przypadek , ale ja szybko wykorzystałam sytuację.Wyrwałam się i zaczęłam uciekać w stronę lasu.
- Stój dziwko ! (od aut. - sorki za przekleństwo , no ale waszym zdaniem co miałby powiedzieć ? Stój dziewczynko ? To trochę mało realne ;)) - warknął wściekły.
Nie zwracając uwagi na jego słowa biegłam przed siebie.Zaczęłam opadać z sił.Harry mnie dogonił...

-------------------------------------------------------------------------------------
Och i ach ;* Mój ulubiony rozdział.Ja po prostu go kocham ! Nie no , naprawdę.Bardzo mi się podoba.Ta akcja... Ach.Uwielbiam pisać takie rozdziały.UWIELBIAM ! No i to zakończenie :D Wiem że takie lubicie :D Nie lubicie ? Oj , coś pomyliłam.. Ale ja takie uwielbiam :D No to co , piszcie komentarze !
Rozdział dedykowany Niepozornej Romantyczce :D
Co myślicie , aby rozdziały były dedykowane ? Np. będę losowała jedną z pośród osób komentujących.Piszcie co o tym myślicie.A więc to by było tyle ode mnie.Paa ;**
CZYTASZ = KOMENTUJESZ = MOTYWUJESZ !

środa, 19 lutego 2014

Rozdział 63 - Big love turned out to be a big lie...

- Austin ! - krzyczałam ze łzami w oczach.
Gdzie on jest ? Przecież bez powodu by mnie nie zostawił.Nie on.Nie mógł tak po prostu zniknąć , to niemożliwe.Ktoś musiał go.. porwać... Poszłam z głąb lasu , cały czas powtarzając jego imię.Jednak słyszałam tylko głuchą ciszę.Zmęczona , zmarznięta i przygnębiona wróciłam do pałacu.W holu stała królowa.
- Ally ? Gdzie ty się powiedziałaś ? - zapytała zdziwiona.
No tak , było grubo po północy.
- A-austin.. Nie-nie ma go... - jąkałam się.
- Jak to go nie ma ? - zapytała oniemiała staruszka.
- Zniknął... - szepnęłam czując jak z moich oczu płynął łzy.
Babcia poprosiła abym wszystko jej wyjaśniła , więc tak zrobiłam.
- Od jutra rozpoczną się poszukiwania.A teraz idź dziecko spać - powiedziała.
Skinęłam głową i poszłam na górę.Weszłam do łazienki i wzięłam ciepły prysznic.Wyszłam z kabiny i ubrałam się.Powoli ruszyłam do swojego pokoju.Usiadłam na łóżku wpatrując się w ścianę.Dlaczego Austin ? Dlaczego on a nie ja ? Zmęczona w końcu zasnęłam.Śnił mi się Austin.Byliśmy na pięknej , kolorowej łące.Jednak on nagle wstał i odszedł... Gdy mnie zostawił , wszystkie kolory straciły swoją barwę.Świat stał się szary i ponury.I tak właśnie było.Obudziłam się z samego rana.Kolejne dni były straszne.Całe zastępy straży przeszukiwały Londyn i okolice.A Austina nigdzie nie było.Jakby się pod ziemię zapadł.Powoli traciłam nadzieję , że kiedykolwiek go znajdę.Pewnego dnia babcia zadała mi pytanie , które i mi od jakiegoś czasu krążyło po głowie.
- Ally , nie wiesz czasem gdzie są Laura i Harry ? Od kilku dni nie widziałam ich w zamku.
- Nie mam pojęcia , też się nad tym zastanawiałam - odparłam zgodnie z prawdą.
- To dziwne.Są teraz potrzebni w zamku , a też jakby zniknęli - odparła skołowana staruszka.
- Też tak uważam.Mogliby pomóc w poszukiwaniach , a nigdzie ich nie ma - odparłam równie zdziwiona tym potrójnym zniknięciem.
Nagle usłyszeliśmy dzwonek przy przy pałacowej bramie.Miałam nadzieję , że to Austin.
- Otworzę - powiedziałam kierując się w stronę drzwi.
Nacisnęłam przycisk otwierający bramę.W progu ujrzałam Harrego.
- Cześć Ally , słyszałem co się stało.Bardzo mi przykro - powiedział wchodząc do zamku.
- Przytul mnie.. - szepnęłam zdruzgotana.
Brunet podszedł i czule mnie objął.Wtuliłam się w niego , potrzebowałam się do kogoś przytulić.Przez kolejne dni Harry bardzo mi pomagał - pocieszał , rozweselał , opiekował się mną.Pewnego dnia przypomniałam sobie podejrzenia Austina wobec Harrego i Laury.Nie , to nie może być prawda.Harry bardzo mi pomaga , poza tym po co miałby porywać Austina ? To bezsensowne.Nie pojmuję , dlaczego akurat teraz mi się to przypomniało.
- Ally , o czym tak myślisz ? - z rozmyśleń wyrwał mnie głos Harrego.
- O Austine... - powiedziałam cicho.
- Nie martw się , na pewno wróci.On bardzo Cię kocha i nigdy nie zostawiłby Cię na zawsze - odparł patrząc mi w oczy.
- Sama już nie wiem.. Zniknął ponad tydzień temu i nie daje znaku życia.A co jeśli on... - zaczęłam ale brunet mi przerwał.
- Austin na pewno żyje.Zobaczysz , niedługo wróci - starał się mnie pocieszać.
- A co jeśli nie ? - zapytałam cicho.
- Wróci , zobaczysz - odparł uśmiechając się do mnie.
Skinęłam głową , choć tak naprawdę w to nie wierzyłam...
- Ally , muszę wyjechać - poinformował mnie pewnego dnia Harry.
- Co ? Dlaczego ? - zapytałam zdziwiona zachowaniem bruneta.
- Muszę.Królowa mi kazała - odparł.
- Ale gdzie ty jedziesz ? - zapytałam jeszcze bardziej zdziwiona.
- Nie mogę powiedzieć - odparł i gdzieś zniknął.
Westchnęłam i wróciłam do swojego pokoju.Jakieś 2 dni później usłyszałam dźwięk sms'a.Był od Austina... Otworzyłam wiadomość.
Ally , nie możemy być razem.Przepraszam , ale zawsze chciałem być tylko twoim przyjacielem.Nigdy cię nie kochałem i nie kocham.Przepraszam że tyle czasu cię okłamywałem , ale chciałem dla ciebie jak najlepiej.Nie szukaj mnie , uznałem że czas to wszystko skończyć.Znajdź szczęście z kimś innym.Może Harry to ten ? Nie wiem.Chcę , żebyś była szczęśliwa.Żegnaj
Momentalnie łzy zaczęły lecieć z moich oczu.Najpierw powoli , bo na początku jeszcze nie do końca w to wierzyłam.Ale kiedy zdałam sobie sprawę , że to się dzieje naprawdę , łzy zaczęły spływać z moich oczu strumieniami...

----------------------------------------------------------------------------
Tak.. Nareszcie tak wyczekany przeze mnie koniec sielanki :D Ale powiem wam szczere - przy pisaniu końcówki się poryczałam.Zrobiłam z Austina okropnego kłamcę , świnię i nie wiem kogo tam jeszcze xD Teraz możecie mnie spokojnie zabić za kolejne rozwalenie Auslly :D Ale pamiętajcie - Niepozorna ma w tym swój udział xD Ogólnie rozdział pisało się przyjemnie , dałam dużo opisów , przemyśleń itp. aby jak najbardziej przedłużyć.No to chyba tyle - pa aniołki ;*
10 KOMENTARZY = NEXT

niedziela, 16 lutego 2014

Rozdział 62 - What to do when love disappears ?

Obudziłam się oczywiście obok blondyna.Dzień zapowiadał się pięknie.Obudziły mnie delikatne promienie słoneczne wdzierające się przez okno.Z uśmiechem otworzyłam oczy spoglądając na śpiącego obok mnie Austina.Czy ja już mówiłam , że jest strasznie słodki jak śpi ? Po cichu wstałam i wyszłam z pokoju.Udałam się do łazienki , jednak wpadłam na Laurę.
- Ally , dzisiaj jest bal na którym musisz być - powiedziała - z partnerem - dodała trochę innym głosem.
- Dobrze , przyjdziemy z Austinem - uśmiechnęłam się.
Kobieta skinęła głową i wyminęła mnie.Ostatnio trochę dziwi mnie jej zachowanie.Mniejsza.Bal zapewne zacznie się koło 11 , jest 9 więc od razu później ubiorę się w sukienkę.Weszłam do łazienki , umyłam twarz wodą i wzięłam prysznic.Odświeżona wróciłam do pokoju.Austin już nie spał.
- Gdzie byłaś ? - zapytał siadając na łóżku.
- W łazience - odparłam podchodząc do szafy.
Otworzyłam drzwi i zaczęłam zastanawiać się na wyborem sukienki.Nagle poczułam ciepło w talii.Uśmiechnęłam się do siebie.Blondyn delikatnie odwrócił mnie w swoją stronę.Podniosłam głowę patrząc mu w oczy.Oboje się uśmiechaliśmy.Chłopak przybliżył się do mnie i delikatnie mnie pocałował.Odwzajemniłam gest jeszcze bardziej się do niego zbliżając.
- Muszę się ubrać.. - powiedziałam cicho delikatnie odrywając się od Austina.
- Po co tak szybko ? - zapytał zdziwiony.
- O 11 jest bal - odparłam znów odwracając się do szafy.
Usłyszałam za sobą ciche westchnięcie.Zaczęłam przeglądać sukienki a Austin usiadł na łóżku.Po godzinie , z pomocą Austina wybrałam tę sukienkę :
Położyłam sukienkę na łóżku.Wybrałam buty :
Założyłam sukienkę , jednak nie mogłam zapiąć zamka.
- Austin , pomożesz ? - spojrzałam na wpatrującego się we mnie blondyna.
- Co ? A... Tak , jasne - powiedział podchodząc do mnie.
Austin powoli wsunął zamek do góry , a mnie przeszedł przyjemny dreszcz.Założyłam buty.
- Austin , ubierz się - powiedziałam do chłopaka który nadal był w piżamie.
Skinął głową i podszedł do szafy.Ja usiadłam przy toaletce i zrobiłam delikatny makijaż.Delikatnie podkręciłam włosy i założyłam kolczyki.Włożyłam też srebrny naszyjnik i byłam gotowa.Wstałam.Austin również był już gotowy.Spojrzałam na zegarek - dochodziła 11.
- Chodźmy już - powiedziałam powoli idąc w stronę drzwi.
Szliśmy powoli korytarzem.Tuż przed salą balową zatrzymałam się.
- Co się stało ? - zapytał zaniepokojony Austin.
- Bo.. Ja.. Ja przecież nie umiem tańczyć... - powiedziałam cicho tępo wpatrując się w drzwi.
- Pomogę Ci , wszystko będzie dobrze - powiedział - Zaufaj mi - dodał patrząc w moje oczy.
Skinęłam głową i delikatnie nacisnęłam klamkę.Gdy znaleźliśmy się w pomieszczeniu wszyscy skupili wzrok na nas.
- Pierwszy taniec należy do książęcej pary ! - wykrzyknął nagle coś.
No pięknie.Wszyscy będą się gapić jak plączę się w tańcu... - pomyślałam zażenowana.Z niepokojem spojrzałam na Austina.On uśmiechnął się do mnie i szepnął coś do orkiestry.Nagle z głośników zaczęła lecieć piosenka One Last Dance...
Austin jedną ręką objął mnie w talii , a drugą delikatnie chwycił moją dłoń.Ja drugą ręką położyłam na jego szyi.Zaczęliśmy się powoli kołysać w rytm muzyki.Położyłam głowę na ramieniu Austina , a reszta gości wpatrywała się w nas jak w obrazek.To była magiczna chwila , na pewno nigdy nie zapomnę tego dnia.Gdy piosenka się skończyła , rozległy się głośne brawa.Delikatnie się uśmiechając wpatrywałam się w czekoladowe oczy Austina.Po chwili wszyscy zaczęli tańczyć , bawić się i jeść.Podeszłam do stołu z jedzeniem i nałożyłam sobie sałatki.Ogólnie - bal był bardzo długi.Skończył się dopiero po 19.
- Przejdziemy się ? - zaproponował Austin.
- Tak , ale najpierw się przebierzmy - odparłam wchodząc po schodach.
Blondyn skinął głową i poszedł za mną.Ubrałam czarne getry , kolorową tunikę i sandały.Wzięłam torebkę i zeszłam na dół.Tam czekał już na mnie Austin.Wszyliśmy z pałacu.
- Gdzie idziemy ? - zapytałam.
- Może do lasu ? - zaproponował blondyn odpowiadając pytaniem na pytanie.
Przystałam na jego propozycję i pod rozgwieżdżonym niebem udaliśmy się do niewielkiego lasku.Spokojnie szliśmy leśną ścieżką.
- Jej , jakie śliczne kwiatki ! - krzyknęłam nagle i ruszyłam pod drzewo.
Zerwałam upragnione kwiaty i wróciłam na drogę.Zaczęłam się rozglądać , jednak nigdzie nie widziałam Austina...
- Austin ! To nie czas na zabawę w chowanego ! - krzyknęłam.
Jednak nikt mi nie odpowiedział...

----------------------------------------------------------------------------------------------
Jest rozdział , ale muszę powiedzieć że się na was zawiodłam.100 wyświetleń = 8 komentarzy ?! Zdołowaliście mnie totalnie... Nawet 10 nie było ;_; Jestem zła , smutna i zawiedziona... MA BYĆ TUTAJ CO NAJMNIEJ 10 KOMENTARZY ! ZROZUMIANO ?! Nie no , naprawdę się wkurzyłam.Nie będę ukrywała swoich emocji - zawiodłam się.